nie dla acta

Fotografia, konceptualna, konceptualizm, sprzedaż odbitek, sprzedaż fotografii, fotografia artystyczna,fotografia artystyczna sprzedaż, eksperymentalna, eksperyment, abstrakcja, abstrakcyjna, uliczna, street, photo ,foto , streetphoto, streetfoto, portret, digifuck, horyzont zdarzeń, śmakro, bragg, friktekno, freetekno, tekno, odbitki, zdjęcia, sprzedaż, sztuka, fotografia, dzik, koń, dzikoń, cross, sprzedaż zdjęć i odbitek

piątek, 25 lutego 2011

Centertek 2010 - Ostatki

Od dawna wiadomo, że kto ... ostatki ten ... i tak dalej. Kończę zatem serię zdjęć z Centerteku 2010. Miałem się uporać z tym wcześniej, ale cóż - nie uporałem się. Udało się dopiero teraz, a tu już nowy sezon za pasem. No mam nadzieję że będzie udany, no i że zdjęcia ucieszą oko ;->

W promocji jeszcze filmik, w sumie chyba jeden z lepszych jakie udało mi się nakręcić na teknach. Pewnie znaczy to tyle, że nie jestem wybitnym filmowcem.

sobota, 5 lutego 2011

Centertek 2010 - Lokers

Oczywiście, mimo wszelkich starań, tekna nie funkcjonują w próżni. Oczywiście starają się skrywać po kniejach i dąbrowach, ale jednak zawsze - bliżej lub dalej, znajduje się jakaś ludzka osada. Mieszkańcy owej osady (bądź osad) prędzej czy później i tak dowiedzą się o imprezie. Pierwszego, lub jak dobrze pójdzie to dopiero drugiego dnia, zazwyczaj zdażają się pojedyncze egzemplarze lokalnych, czy jak kto woli "Lokersów". Później to już kilkuosobowe grupki, a jeszcze później to już całe rodziny z: babciami, dziadkami, ciotkami, wujkami, dziatwą, żulami, młodzieżą młodszą oraz tą nieco starszą - jednym słowem wszyscy.

Oczywiście klasykiem są podchmieleni (to chyba jednak zbyt łagodne określenie) dżentelmeni koło pięćdziesiątki.

Pojawiają się również nasi kochani policjanci. Zazwyczaj chodzą w kółko, czasem kogoś przepytają, czy przeszukają - jednym słowem raczej przeszkadzają.

Większość Lokersów jest przyjaźnie usposobiona. Dla nich to niezwykłe wydarzenie, być może jedyne tekno w ich życiu. Nikt do końca nie wie co o tym wszystki sądzą, ale z rozmów z nimi wynika że ogólnie im się podoba. Pewnie patrzą na to jak na jakiś cyrk czy coś w tym rodzaju. W sumie trochę to tak wygląda, tyle że nikt nie męczy zwierząt, nie ma kobiety z brodą no i nie ma wielkiego namiotu - cała reszta mniej więcej się zgadza.

Co bardziej przedsiębiorcze jednostki potrafią na całość spojrzeć chłodnym okiem i szybko zauważają całkiem niezły rynek zbytu. Zimne piwko z puszki często jest bardziej praktyczne niż lane, no i zazwyczaj są papierochy - towar wielce poszukiwany którego często brakuje w tekbarach. Często miałem wrażenie że jeszcze ze dwa dni i lokalni w ogóle prejęliby całą bibę łącznie z SSami.

Traktor - dobra rzecz w takich sytuacjach. Jednak nie ma nic za darmo, czy za uśmiech. Twarde reguły kapitalizmu pozwalały - wobec braku konkurencji - brać za wyciągnięcie samochodu 20 złotych polskich. Aż się człowiek w takich momentach zastanawia, czy właściciel traktora sam nie nawiózł wcześniej tego piachu ;->

Tu już grubsza sprawa z taką ciężarówką. Ciekaw jestem ile dali za wyciągnięcie. W każdym razie zbiegła się cała wioska żeby popatrzyć. Wiem że kiepskie zdjęcia, ale sam byłem zajęty "gapiowaniem".

Oczywiście nie od wczoraj wiadomo, że na dysce łapa w majtach to dobry lans ;->

niedziela, 23 stycznia 2011

Centertek 2010 - Gotuj się kto może

Tak wiem, dawno mnie nie było. Jakoś trochę mnie zmęczył poprzedni rekordowy miesiąc. Poza tym trochę innych spraw miałem, no i się tak jakoś przeciągnęło.

W każdym razie dziś kolejna część miniserialu poświęconego Centertekowi. Dziś - rzecz niebywała - opowiem o jedzeniu na tekniwalu!!! No właśnie - niebywała. Jedzenie na tekniwalach jest dla wielu osób jakąś totalną abstrakcją. W przypływie teknoszaleństwa łatwo o nim zapomnieć. Czasem nawet się przypomni, ale zazwyczaj i tak nie ma kiedy, albo nie ma nic pod ręką. Nie oszukujmy się - wychłost mija i szkoda tracić bezcenny czas na coś tak przyziemnego jak jedzenie - nieprawdaż?

Niektórzy jednak jakimś cudem znajdują czas i potrafią sobie całkiem nieźle poradzić. Wprawdzie nie jest to nagminne, ale jednak występuje.

Oczywiście są też bary, ale nie oszukujmy się. Łatwiej upolować jakieś leśne zwierze niż trafić na porę karmienia w takim barze. Nawet jak już się trafi, to zazwyczaj nie ma rewelacji. Najczęściej za cenę 5-10 pln. można upolować jakaś zupę z brudnych ziemniaków, przypalony makaron i tym podobne. Oczywiście zdarzają się też prawdziwe perełki, ale to rzadkość. W końcu przecież, jak już wspominaliśmy, jedzenie na teknie nie jest specjalnie ważne. Najważniejsze jest żeby w barze nie zabrakło alko.

W tym roku wraz z Katią dodaliśmy dwa do trzech i wyszło nam jak zwykle 666. Nie było wyjścia, musieliśmy to zrobić. Stwierdziliśmy że:

  • lubimy gotować,
  • sporo osób jednak chce zjeść na teknie coś fajnego i ciepłego,
  • sami chętnie byśmy zjedli coś takiego,
  • chcemy udowodnić że da się to zrobić za 5pln od porcji.
  • chcemy dołożyć skromną cegiełkę do tej przecudnej wyjebki
dodaliśmy więc dwa do trzech i wyszło nam 666.

Garkuchnię otworzyliśmy przy alko barze przy stołecznym SSie o wdzięcznej nazwie: "Destro". Prawda że ładnie?

Okazuje się, zę żywienie masowe to jednak kupa roboty. Obieranie, krojenie i takie tam pierdoły potradfią zająć naprawdę sporo czasu. W końcu zaczęło do nas docierać dlaczego tak ciężko upolować coś fajnego i ciepłego i zdatnego do natychmiastowego spożycia. Po prostu ludzie mają do roboty lepsze rzeczy niż szatkowanie cebuli.

Tak tak, oczywiście sponsorują nas: Orlen i Quechua, a dodatkowo jeszcze producent taboretów gazowych firma: Taboretex, producent garnka prosił o anonimowość.

Oczywiście na koniec niezbędna jest kontrola jakości. Na zdjęciach powyżej mega bomba zapychająca, czyli wegańskie curry z soczewicy, ziemniaków, groszku, marchewki, pomidorów, cebuli, czosnku i czego tam jeszcze nie było. Wyszło całkiem całkiem, a jak na warunki imprezowe to naprawdę super ekstra i tak dalej. Wlaliśmy tam chyba z 5 litrów wody i wsypaliśmy tonę przypraw - uroki żywienia masowego ;-> Oprócz tego robiliśmy też (wegańskie) spaghetti, mniej składników i trzy razy szybsza produkcja, a powodzenie podobne. Potrawy wcześniej testowaliśmy w domu, gotowanie wszystkiego w jednym garze lepiej wcześniej przetestować.

Oczywiście ludzie męczyli nas o żarcie zazwyczaj już z godzinę przed podaniem. Bywały momenty że wszystko znikało w ciągu paru minut, bójek na szczęście nie było, w końcu teki to w większości pokojowi ludzie.

Ludziska mówili że żarcie dobre, a 5pln. za całkiem sporą porcje to przystępna cena, zwrócił nam się zakupiony sprzęt, więc wyszło całkiem spoko. W przyszłym sezonie też spróbujemy, będą pewnie nowe przepisy i może w końcu zaopatrzymy się w jakiś sprzęt wspomagający krojenie dużych ilości produktów i zatrudnimy kelnera. No ale to dopiero w lecie, a tym czasem...

Smacznego ;->

piątek, 31 grudnia 2010

Centertek 2010 - Murzyn zrobił swoje

Stary rok może odejść. Tym postem pobiłem swój rekord ilości postów napisanych w ciągu miesiąca, a poprzednim - napisanych w ciągu roku. Wiem, że wbrew obietnicom trochę pospamowałem. Przepraszam i obiecuję poprawę, to takie noworoczne postanowienie, ale sami wiecie jak to z nimi bywa. W każdym razie się postaram, a czas pokaże czy mi się udało.

Życzę Wam, dużo frajdy w nadchodzącym roku, dużo dobrych zdjęć i dużo fajnych techen. Życzę Wam rownież, żeby jeszcze więcej z Was przerzuciło się lub wróciło do analoga. Poza tym: cierpliwości, zdrowia, sławy i forsy, a nade wszystko: Szampana, Dziwek i Koksu !!! ;->